niedziela, 8 lutego 2015

Zaopiekuj się mną!

W dużym, słabo oświetlonym i zadymionym wnętrzu trwała zabawa. Oprócz dymu z papierosów wypełniał je zapach alkoholu, zastawione stoły, energiczny rytm muzyki, gwar i krzyki oraz szalony taniec sporego tłumu ludzi.

Spośród tego tłumu wyłonił się mężczyzna, zatrzymał się obserwując wszystko wokół. Nikt o nic nie zapytał, nikt nie wciągnął z powrotem do tańca. Chwilę później usiadł z boku na krześle. Oparł ręce na stole, wzrok skierował na stojące tam jadło i napoje. Jednak nie chciał jeść, ani pić, nie chciał też tańczyć i nie chciał już tego hałasu.

Znowu przyjrzał się tańczącym. Przyglądał się im już dłuższy czas. Muzyka zmieniała rytm, w tańcu zmieniały się figury, mężczyźni zmieniali partnerki, ale co zmieniło się u niego? Może pytania, oceny, odpowiedzi, których setki i tysiące przewijały się w jego głowie?

Nagle wśród tej gorącej i głośnej muzyki, gwaru, krzyków i śmiechów wirującego tańcem tłumu poczuł, że jest sam. Tylu tu przyjaciół, tyle kochających go kobiet, tyle partnerek, tylu znajomych na wyciągnięcie dłoni, wszyscy blisko, a jednak daleko.
Tyle wpatrzonych w niego oczu, lecz żadne z nich go nie widziały. Tyle słuchających uszu, lecz żadne nie słyszały jego mowy, tyle bijących serc, ale żadne nie biło dla niego.  Tylko jego własne w tej chwili było przy nim – wierne, ale opuszczone.  
Tak to widział, takie go naszły myśli. Do tego codziennego smutku, który wypełniał go od dzieciństwa, doszedł jeszcze nowy smutek – smutek tej chwili.

Jego cierpienie znowu urosło, ból się powiększył i powiększał stale, gdy pojawiały się kolejne odpowiedzi, na przepływające przez jego głowę pytania:

- Kto z moich przyjaciół nie tylko słuchał, ale i usłyszał moje słowa, których wypowiedziałem przecież tysiące? Kto współodczuwał, kto współczuł, gdy mówiłem o swojej chorobie? Kto uronił łzę? Kto był ze mną naprawdę? Kto jest przy mnie teraz?
Patrzył na tańczący i głośny tłum i … wątpił. Wątpił i cierpiał.

- Jakie znaczenie mają słowa? Czemu nie czuję się lepiej, gdy jest fizyczna bliskość? Przecież liczyłem na to! Przecież po to ich tu wszystkich zaprosiłem! Po to im tyle mówiłem! No tak, mówiłem, ale czy powiedziałem? – tak to gnębiły go kolejne myśli.  

Mężczyzna wodził wzrokiem po sali coraz bardziej cierpiący, lecz w pewnym momencie przyszło nieco inne pytanie: - A kogo z nich, tak naprawdę ja rozumiem? Z kim współodczuwam jego troski? Przy kim jestem blisko? Czy jestem przyjacielem? Wydawało mi się, że jestem przyjacielem, że jestem z nimi … - wątpił. Jednak wątpił.

Gdy jego wzrok okrążył salę już po raz któryś, dostrzegł z boku, przez szeroko otwarte tarasowe drzwi małe okrągłe światełko … wstał i poszedł ku niemu.

Gdy wyszedł na taras ogarnięty ciszą i ciemnością nocy, światełko okazało się księżycem w pełni. Dzięki niemu oddalił się nieco od hałasu, dymu, alkoholu, od ludzi i ich szalonego wirowania. Z tarasu przeszedł w głąb przylegającego doń ogrodu. Postawił parę kroków po mokrej skrzącej się milionami drobnych światełek trawie i nagle zrobił coś szalonego … zdjął buty. 
Natychmiast poczuł ulgę. Rosa obmyła jego stopy i nie tylko stopy. Poczuł że obmywa i chłodzi całe jego ciało …  i poczuł się bardziej wolny. Odszedł po rozległym trawniku jeszcze dalej i spojrzał w górę, na księżyc i jeszcze wyżej, na gwiazdy. Jego twarzy dotknął chłodny, nocny powiew wiatru.

To go uspokoiło, zniknęło wiele dręczących go pytań, lecz ból nie zniknął. Natychmiast przyszła mu do głowy dziwna myśl, że ten powiew to słowa, to rodzaj języka, którego do tej pory nigdy nie słyszał - nie słyszał, bo nie słuchał.
Przyszła następna dziwna myśl, by porozmawiać z wiatrem. Zamknął  oczy, skierował twarz w jego stronę i słuchał.

Nie wiedział, czy to alkohol, czy wielkość cierpienia, a może księżyc i gwiazdy, czy też może chłód rosy i wiatru sprawiły, że rozumiał słowa wiatru – poczuł, że docierają nie tylko do jego uszu, do skóry, lecz przede wszystkim do serca. Wtedy poprosił:

- Wietrze! Zaopiekuj się mną! Gonię za radością, szukam szczęścia, miłości, a znajduję cierpienie i smutek. Co mam zrobić? – ledwo pojawiła się w nim myśl niewypowiedziana słowami, a już poczuł odpowiedź na twarzy i w sercu:

- Mój drogi, ależ opiekuję się tobą od pierwszych chwil twego życia. Tyle razy mówiłem do ciebie delikatnie muskając twoją twarz i włosy, ale nie słuchałeś. Targałem i potrząsałem tobą mocno w czasie burzy, ale mimo to nie słyszałeś. Minęło kilkadziesiąt lat twego życia a ty niczego się nie nauczyłeś. Przede wszystkim nie nauczyłeś się słuchać. Nie zauważyłeś, że uszy mogą usłyszeć tylko hałas i puste, nic nie znaczące słowa, natomiast prawdę możesz usłyszeć tylko sercem. Nie zauważyłeś też, że twoje cierpienia pojawiały się właśnie po to, by cię nauczyć słuchać głosu serca, ale i też by mówić jego głosem.

Teraz zwołujesz przyjaciół i ogłaszasz im: Zaopiekujcie się mną! Bądźcie razem ze mną w moim bólu, w mojej samotności, zabierzcie ode mnie mój smutek!
Mój drogi, zastanów się czy postępując w ten sposób jesteś przyjacielem dla tych, których nazywasz przyjaciółmi? Twoja prośba jest wyrazem twego egoizmu, braku miłości, jest wyrazem strachu.
Zauważ, czy czujesz się szczęśliwy, radosny, gdy przyjaciele mówią ci o swoim smutku i nieszczęściu?

W takim razie, może zamiast zabiegać o litość, o opiekę, o współczucie, coś byś im ofiarował? Może ziarna prawdziwej przyjaźni, miłości, radości? Może zaczniesz wreszcie słuchać ich przy pomocy serca i mówić do nich sercem?  

Potrzebujesz zrobić  tylko jeden krok: najpierw poszukaj miłości i przyjaźni w sobie, bo nie możesz dać tego czego nie posiadasz. Więc widzisz: miłość i przyjaźń to praca nad sobą, a nie poszukiwanie jej w zabawie, czy u swoich przyjaciół, innych ludzi. 

Naucz się jednej rzeczy, naucz się bycia samemu ze sobą, odważ się na to. Uciekasz do ludzi, bo boisz się samego siebie, a póki się boisz nie znajdziesz miłości. 

Tylko w samotności odnajdziesz miłość. 
Nie uciekaj, nie szukaj, a ją odnajdziesz. 
Tak, trzeba odwagi by być samemu ze sobą. Więc bądź odważny.

Ty sam jesteś twórcą swego szczęścia, radości, zdrowia.

Nikt inny. Więc nie szukaj, lecz dawaj! Nie proś o opiekę, o współczucie, bo to egoistyczna i zbrodnicza prośba – zbrodnicza wobec ciebie samego. Zrozum to!
Każdy ma w sobie dary, których jeszcze nie odkrył i nie używa.  Wszyscy mają w sobie miłość, radość, lecz nie wszyscy to zauważają  i rozumieją, i dlatego gdzieś ciągle szukają:  w innych ludziach, w przygodach, w zabawie.  Kierują oczy w stronę ludzi i świata, a nie spoglądają w swe serce. 

Cierpienie jest po to, by się tego właśnie dowiedzieć o sobie. Jest jednak ono tylko dla nas, a nie po to, by prosić o opiekę by się nim dzielić.

Dlaczego  tak dużo cierpienia do ciebie przychodzi? 

Właśnie z powodu niezrozumienia. Przychodzi uparcie i stale - aż zrozumiesz czym ono jest. 

Człowiek po raz pierwszy poczuł, że nie musi wracać do zabawy, by prosić o opiekę. Zrozumiał, że teraz może wrócić, nie po to by prosić o opiekę lecz by słuchać i mówić sercem. Po raz pierwszy poczuł też, że nie potrzebuje miłości i przyjaźni – nie potrzebuje, bo ją ma i zawsze ją miał.

Poczuł się radośnie, właśnie wśród gwiazd, księżyca, z chłodną rosą na stopach, z wiatrem na twarzy, we włosach, poczuł się radośnie w ciemności i ciszy. Tak się poczuł mimo, że był sam. 

Poczuł, że może zaopiekować się sobą samym, że może być na tyle odważnym, by nauczyć się być samemu ze sobą. 

Teraz, tu, w tej chwili, poczuł, że ma w sobie wiele ziaren, którymi musi się zaopiekować by wykiełkowały. Odkrył, że ma już wszystko co potrzebne: ogród czyli samego siebie, ziarna, odwagę. 

Wrócił i wniósł tę nowo odnalezioną radość do zabawy. Dał ją z serca dla wszystkich. 


Piotr Kiewra 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są moderowane a linki i spam usuwane