poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Pytają go: Czemu się śmiejesz? A on odpowiada pytaniem: Dlaczego się smucisz?




Pewnego starego człowieka nazywają „Śmiejącym”. On chodzi ze śmiechem w sercu. Ma też uśmiech na twarzy. Wielu kłuje to w oczy. Pytają: Czemu się śmiejesz?  Pytają tak jakby to było przestępstwo, grzech. Robią z tego śmiechu zarzut, pretensję. 


Gdy się zatrzymają, chętnie im odpowiada. Brzmi to tak: 

- Bo znam to ... poznałem twój problem u siebie. Dawno temu. Ludzie do mnie przychodzą i mówią o swoim nieszczęściu, a ja to znam, spotkałem u siebie. A że to było dawno i nabrałem dystansu, widzę, czuję: to jest śmieszne, błahe, warte tylko śmiechu.

Mnie śmieszy to, co ciebie smuci, dlatego zastanów się nie nad moim śmiechem, a nad swoim smutkiem.

Oceniasz życie po przewiędłych kwiatach, rozczulasz nad nasionami nie potrafiąc dostrzec w nich potencjału, którym są. Nie widzisz w nich przyszłego wybuchu radości, śmiechu właśnie - kwiatów życia. 

Nie rozumiesz, nie chcesz dostrzec tajemnic istnienia i w śmiechu, i smutku, że tak naprawdę są tym samym. Śmiech nie istnieje bez wcześniejszego smutku, tak jak kwiat nie może zaistnieć bez wcześniej posianego nasienia. 

Postrzegasz tylko śmierć kwiatów, bo nie dostrzegasz jej tajemnicy, że tak naprawdę jest ona … nasieniem, to ona zasiewa przyszłe kwiaty.

Patrzysz przez zasłony na życie, na siebie, na niebo, na kwiaty. Dlatego nie rozumiesz. 
Czym się zatem miałbym smucić?
Dlaczego miałbym się nie śmiać, skoro istnieją tylko same powody do śmiechu? 

Porzuć i ty te zasłony!

Pytają: - Śmiejesz się z naszego nieszczęścia? 
Odpowiada: - Nieszczęście nie jest twoje - przywłaszczyłeś je sobie, więc i możesz porzucić, a to co możesz porzucić nie jest twoje.
Najpierw je stworzyłeś, a teraz się nim opiekujesz jak dzieckiem. Troszczysz się by nie znikło. A ono nie przyszło by trwać. Jego rolą jest by cię poinformować, byś zrozumiał, że ono nie jest twoje, że jest niepotrzebne. Kiedyś też zrobiłem z siebie ojca podobnych twoim nieszczęść. Opiekowałem się nimi jak córkami i synami. Teraz się z tego śmieję. Ty też będziesz się śmiał. Wszyscy się śmieją, gdy zrozumieją.

To jednak ich nie przekonuje, nie potrafią, nie chcą zrozumieć. Dobrze im ze smutkiem, z cierpieniem. Dlatego nie potrafią wybaczyć starcowi jego uśmiechu, jego miłością patrzących oczu. Wolą go obwiniać i posądzać o śmianie się z nich. 

Gdy sam się temu przyjrzałem głębiej, a przede wszystkim sobie, widzę: prawie nikt nie rozumie czym jest śmiech.

Śmiech to objaw poznania siebie. Mówię o śmiechu nie z powodu jakiejś sytuacji czy dowcipu, lecz o śmiechu egzystencjalnym, o czymś, co życiu towarzyszy, jest przejawem jego energii, jest przejawem ufności wobec egzystencji, oznaką powierzenia się jej. Jest przejawem cieszenia się nią, wdzięczności, jest oznaką poznania tajemnicy życia, nieśmiertelności istnienia. 

Naprawdę, gdy się to duchowo pozna, pozostaje śmiać się. Niemozliwe staje się żadne cierpienie, bo jakżeby można cierpieć, smucić się w obliczu prawdy, że nasze życie – istnienie jest wieczne, nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Naprawdę można się śmiać na okrągło, gdy poznało się tajemnicę życia i śmierci. Można się śmiać, gdy poznało się tajemnicę miłości, tajemnicę modlitwy, czyli tego, iż jesteśmy jednością, całością z innymi, z tymi, których kochamy i w ogóle ze wszystkimi i wszystkim.
Można się śmiać z chorób ciała i umysłu, z różnych wieści, bo się widzi, czym tak naprawdę są. 

Można śmiać się, bo jakiż jest sens życia jak nie śmiech właśnie. 

Piotr Kiewra

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarze są moderowane a linki i spam usuwane